Kilka dni temu, tuż przed świętami, dowiedziałem się o drobnej awarii sieci gazowniczej w jednej z moich warszawskich rezydencji. Umówiłem się więc z panem specjalistą od gazów bardziej czy mniej szlachetnych, aby pozostali lokatorzy mogli bezpiecznie przeżyć święta. Z tego powodu musiałem zerwać się z łóżka bladym świtem i przebijać się przez pół Warszawy w najgorszych godzinach, kiedy tabuny ludzi pędzą bezmyślnie przed siebie. Rezydencja ta mieści się nieopodal stacji metra Wilanowska, w takiej dość bananowej okolicy (bananowej od niedawna, niezły kontrast się tam zrobił, z jednej strony osiedle wojskowe, z drugiej nowoczesne apartamentowce). Gdy tylko dotarłem na miejsce zadzwoniłem do fachowca, coby przypomnieć mu o problemie. Wiadomo, robole pamięć mają dobrą, ale krótką. Wbrew moim przewidywaniom okazało się, że pamięta i niebawem w moich progach ktoś się zjawi. Czekałem i czekałem, leciały minuty, godziny, aż w końcu słyszę głośne walenie. Lecę do drzwi, otwieram, a moim oczom ukazało się dwóch przeciętnie wyglądających Wieśków. Możecie myśleć, że historia ta jest związana właśnie z nimi, ale rozczaruję was. Dotyczy ich tylko pośrednio. Okazało się, iż Wieśki to poczciwe chłopaki ze Śląska, zrobili co mieli zrobić, uwinęli się szybciutko, a nawet po sobie posprzątali. O czym chcę napisać? Otóż o tym co panowie mówili podczas pracy. Co prawda rozmawiali między sobą, ale ich dyskusja była na tyle głośna, że ciężko mi było powstrzymać się od jej słuchania. Wyglądało to tak:
Wiesiek(1) – Ej, mój kuzyn ma przejebane. Rozstał się ze swoją babą.
Wiesiek(2) – Ale o co chodzi?
W tym momencie Wiesiek numer 1 rozpoczął właściwą opowieść:
No bo to było tak. Jakiś czas temu jego żona wyjechała na kilka dni. A wiesz co się dzieje jak żona wyjedzie. Chłopaki wpadli, w ruch poszła gorzałka. Oczywiście popili się, kolegom kuzyna wpadł do głowy taki alkoholowy pomysł. Po 40 lat mają, ale po wódzie cały czas pajacują. To co zrobili? Wzięli prezerwatywę, napełnili ją jakąś cieczą i wrzucili za wersalkę. Wiesz, zapomnieli o tym i to tak zostało. Później wróciła żona, wszystko było dobrze. Do momentu aż wzięła się za sprzątanie. Odsunęła wtedy wersalkę, znalazła prezerwatywę i rozpętało się piekło. Wyrzuciła Wieśka z chałupy, bo niby panienki sobie sprowadza podczas jej nieobecności. A przeca to nie jest prawda. Tylko kilku chłopa przyszło. Ale żonie nie szło przetłumaczyć, widziała swoje i tyle. Nawyzywała go od dziwkarzy itp. Później przychodzili wszyscy razem przepraszać, tłumaczyć, że to był tylko żart.
Wiesiek(2) – I co? Pomogło?
W(1) – Gdzie tam! Nie uwierzyła im. Powiem ci więcej, poleciała do sądu, że chce się rozwodzić. Teraz dostali wezwanie na rozprawę. Pewnie już nic z tego nie będzie. Ja pierdolę, to dopiero koledzy…
W(2) – Stare byki, a rozumu ani trochę. Spieprzyli mu całe życie…
Tak to mniej więcej wyglądało. Nie ma co, znalazło sobie chamstwo zabawę, taką na poziomie…
Morał z tego taki: Uważaj z kim pijesz alkohol i zawsze myśl o konsekwencjach swojego zachowania, jednym głupim numerem można kogoś załatwić na amen…
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz